Być jak Hank Moody – poradnik

Jeśli sięgniecie po tę książkę, okaże się, że tytuł jest znacznie mniej clickbaitowy, niż się wydaje. Z pozoru podręcznik dla naiwnych fanów kołczowania, z drugiej zaś ciężko przypisać Mansonowi łatkę kolesia, który tylko ładnie mówi, bo jednak oparł ją na własnych przeżyciach.

O czym do cholery może być ta książka, zapytacie. “The Subtle Art of Not Giving A Fuck” to chwytliwy tytuł o dużo mniej chwytliwym tłumaczeniu, od którego trzymajcie się z daleka – różnica jest jak pomiędzy kultowym białym rosjaninem, a sunrisem – nie chcecie by ktokolwiek złapał was z tym drugim żywych.

Przejdźmy jednak do samej książki. Choć tytuł może sugerować inaczej, przekleństwa pojawiają się tylko wtedy, gdy autor uzna to za stosowne. Nie napierdala kurwami, by być śmiesznym. Ani by być fajnym. Może nie tak wyraźne jak polskie odpowiedniki, jednak to popularne “fuck” w odpowiednim miejscu podkreśla wagę słów. Albo klimat sytuacji. Jak we wspomnianym już Californication – kastrowanie języka Hanka Moodiego mogłoby zabić ten program. A przecież nie zrobiono go po to, by został pisarskim Bobem Rossem, prawda?

No dobra, ale co jednak z tym poradnikiem. Jest przecież pełno książek, które próbują uczyć jak żyć, prawiąc same komunały. Jak jest w tym przypadku, zapytacie – dużo ciekawiej. Nie chcąc spoilerować za wiele, życie dało Markowi Mansonowi w kość, a on nie tylko wyszedł z tego obronną ręką, ale też nauczył się czegoś istotnego. Co więcej, chce się tym dzielić i to w najlepszy możliwy sposób – waląc prosto z mostu.

Mówi nam, jak mieć wyjebane.

I nie jest to kołczowskie pieprzenie o tym, że powinniśmy się otworzyć na ludzi, wziąć się za siebie, wstąpić do sekty, odnaleźć sens w życiu, przy okazji rzucić parę groszy na jego karaibskie konto oszczędnościowe. Robi to w bardzo prosty i przyziemny sposób – wykorzystując przykłady z własnego życia. I to nie takie głupie przykłady. Nie mówi o tym, jak nauczył się wybaczać, gdy jakiś dupek zarysował mu nowe BMW. Mówi o tym, jak uciekał przed problemami, jak nauczył się stawiać im czoła i o tym, jak ważne jest, by pogłębiać nasze przeżycia, zamiast pochłaniać ich jak najwięcej, jak najszerzej.

W tym momencie, mógłbym, jak to robi wiele osób, streścić wam fabułę w takich ogólnikach, że i tak nic z niej nie pojmiecie, a jednak trochę wam zepsuję doświadczenie. Ale wiecie co? Jebać to. Tej książce nie wolno tego robić. Podstawą doświadczenia, jakim jest jej przeczytanie, to przełamanie stereotypu, który z okładki rzuca się wielu czytelnikom w oczy, co widać po opiniach o poradniku Mansona – oczekują wulgarnej, mało precyzyjnej metody na życie rodem z Lebowskiego. Bycie fajnym, by być fajnym i takie tam.

Osobom, które tak jak ja, mają pewne doświadczenie z socjologią i psychologią, ta książka może się po części wydać oczywista, jednak i tak powinni po nią sięgnąć. Co do reszty – bierzcie z niej garściami i – choć to niełatwe – uczcie się na cudzych błędach. W tym przypadku warto, by nauczyć się jaka jest różnica pomiędzy mieć wyjebane, które znamy a tym, jak przedstawia to Manson.