Photo by Jakob Owens on Unsplash

Chwile ulotne jak fotka, czyli po co robić zdjęcia?

Wychodzimy na spacer i widzimy piękny zachód słońca. Co robimy? Wyciągamy telefon i robimy zdjęcie. Kiedy jednak zadamy sobie pytanie “po co?”, nagle okazuje się że nie potrafimy na nie odpowiedzieć. 

Spokojnie, to nie jest manifest inspirujący do odrzucenia zdobyczy technologii albo gderanie przedstawicieli dojrzalszych pokoleń na milienialsów i szukania źródła wszystkich problemów współczesnego świata w smartfonie (kto dziś używa tego słowa?). Dokonywanie twórczego wyboru może jednak pomóc przeżywanie momentów w inny sposób – robiąc zdjęcia.

Zdjęcie to zapis chwili

Tak można powiedzieć o każdej fotografii, która ma wielką moc – na materiale światłoczułym zapisuje wycinek rzeczywistości, który może przenosić się w czasie. Dzięki temu wiemy, co działo się w naszym mieście dekady temu albo jak wyglądała nasza babcia w dniu ślubu. Zdjęcia pozwalają uruchamiać wspomnienia, stanowią dowody w sprawach, które decydują o ukaraniu winnego. Można tak jeszcze wymieniać. Rozwój technologii bardzo wpłynął na to, jak postrzegamy fotografię i jak wykorzystujemy ją w codziennym życiu. W 2020 roku możemy robić zdjęcia, które szybko można edytować i wrzucić do sieci, nie mówiąc już o video w jakości 4K. W przypadku łatwego dostępu do technologii rozmywa się myślenia o zapisie chwili, bo

Fotografujemy wszystko

zaczynając od imprezy, koncertu, spotkania ze znajomymi, po śniadanie i chillowanie przy kawce włącznie. I cyk, relacja leci w świat, bo chcemy się podzielić. To oczywiście nic złego, bo przecież to jest jakaś forma piękna, którą chcemy się cieszyć i przesyłać radość innym. Wszystko to weryfikuje jednak czas i wyjątkowy nośnik informacji – pamięć, która przechowuje wspomnienia

W jakości 4K, HD w 5D

bo pamiętamy nawet zapachy. Wraz z upływem dni, kiedy informacja z pamięci krótkotrwałej przejedzie do długotrwałej, okazuje się że i tak zostały tylko najważniejsze momenty, bo mózg dokonał jakiejś selekcji. Podobnie będzie w przypadku zdjęć, które zrobiliśmy na przestrzeni np. pół roku. Z pamięci telefonu, gdy na dysku zaczyna brakować miejsca (kto tak nie miał?) kasujemy zdjęcia mniej istotne – wszystkie foodie, kadry przedstawiające weekendowe piwerko na plaży, filiżankę kawy, która choć smaczna, zdecydowanie przeszła już do historii. Zostają więc uśmiechnięte twarze, zabawne momenty, pozowanie gdzieś w ciekawym miejscu na wakacjach. Dzieje się tak, ponieważ te zdjęcia

Wywołują wspomnienia

dlatego często mówi się o “kliszach pamięci” lub “uruchamianiu klisz”. Skojarzenia z fotografią tradycyjną (coraz częściej nazywaną “analogową”)? Tutaj wreszcie możemy przejść do sedna. Skoro uzbierało się trochę (dziesiąt, może nawet set) tych dobrych momentów, to może wywołać choćby część z nich?

“Zadziwiające, że przetrwał tylko papier”

powiedział jeden z bohaterów filmu “Blade Runner 2049” wspominając awarię cyfrowych archiwów, która doprowadziła do katastrofy informacyjnej. Telefon pewnego dnia wymienimy na nowy, laptop zepsuje się na dobre, a pendrive’a zgubimy albo wypierzemy razem ze spodniami. Wywołane zdjęcie można wykorzystać inaczej – włożyć w ramkę, powiesić na ścianie, podarować jako prezent, stworzyć wyjątkową instalację. Fotografia na papierze wymusza inny sposób przechowywania. Sięgniemy po nią rzadziej, ale za to z większym skupieniem i zawsze pozwoli zatrzymać się nawet na kilka sekund i uruchomić dobre wspomnienia. Wywoływanie zdjęć nie jest ani drogie, ani trudne. Można to zrobić w dowolnym zakładzie fotograficznym albo najbliższym Rossmannie. Żeby zachować chwilę na dłużej, w inny sposób, nie trzeba kupować instaxa czy polaroida. To prawda, nie będzie charakterystycznych barw, ani ramki, po której można pisać, ale zawsze można zrobić to na odwrocie. To NASZE zdjęcie i NASZA chwila, bo ją…

Przeżywamy, więc pamiętamy

dlatego właściwie nie musimy nawet robić tych zdjęć, bo bez pamięci i tak nie mają pełnej wartości. Jeden kadr, prosty obrazek, uruchomi wspomnienia z dwóch tygodni, całe sceny, sytuacje sprzed lat. Ludzi, z którymi nie mamy kontaktu lub już odeszli na zawsze. Chwilę, która była wyjątkowa tylko dla nas i dla nikogo innego. W tym wszystkim i tak chodzi o człowieka, bo nawet widoczek znad morza przypomni, że tego dnia byliście razem na spacerze, ale już dawno nie jesteście parą, a on mieszka na drugim końcu kraju i nawet jest już po ślubie. Wychodzimy więc na spacer nie raz, ale

nie zawsze robimy zdjęcia

dysk zapełnia się wolniej, zdjęć jest mniej, ale wszystkie warte zachowania. Wyjście ze znajomymi było świetne, ale tym razem nie robiliśmy fotek na relacje. Cały Instagram nie musi wiedzieć, że po prostu było fajnie. Mniej znaczy lepiej. 

 

Tytuł to cytat z piosenki “Chwile ulotne” legendarnej Paktofoniki.