Karolina Białek Pieniądze są dla ludzi

Jeśli masz cel, pieniądze da się zorganizować – wywiad z Karoliną Białek

Karolina to specjalistka ds. finansów w centrum finansowym Pieniądze są dla ludzi. Czym się zajmuje? Na co dzień jej firma spełnia marzenia – zarówno te proste, jak i te mniej realne. Wierzy w ciężką pracę, która w połączeniu z wiedzą – otwiera wiele możliwości. Dziś rozmawialiśmy o jej pracy, ludzkich problemach i o tym, jak zrealizować nawet najtrudniejsze cele życiowe.

Jak to się wszystko zaczęło? Jak powstała wasza firma?

Generalnie ja, jako osoba zaczęłam pracować w pośrednictwie finansowym około 2 lata temu. Początkowo to była praca u kogoś – w jednej z korporacji, potem przeniosłam się do drugiej, ale nigdy z tego faktu nie byłam zadowolona. Bolało mnie to korporacyjne podejście do tematu, że wmawiam klientowi że mam dostęp do wszystkiego, a tak rzeczywiście nie było. W ubiegłbym roku postanowiłam coś zmienić i otworzyć własne centrum finansowe, gdzie człowiek obsługiwany jest kompleksowo i wszystko jest tłumaczone w sposób prosty i zrozumiały. Stąd też wzięła się nasza nazwa – razem z Maćkiem siedzieliśmy przy piwie i rozmawialiśmy o finansach – o zawiłościach, o tym że ludzie mają z tym dużo problemów, że kiedy idą do banku to ludzie idą tak, jakby nie mieli innego wyjścia. I chcieliśmy stworzyć miejsce, które trochę odwróci bieg zdarzeń. Gdy klient przyjdzie do naszego centrum to nie czuje się jakby nie miał wyjścia ani możliwości. Jesteśmy przyjaznym centrum, gdzie wszystko tłumaczymy od podstaw i wyjaśniamy z jakich możliwości może skorzystać.

Wspomniałaś w rozmowie o produktach i kompleksowym działaniu. Co się za tym kryje?

Założeniem naszego centrum było powstanie miejsca, w którym klient jest obsługiwany  kompleksowo. Przedsiębiorcy szukają na przykład usług księgowości lub związanych z doradztwem podatkowym, funduszami europejskimi czy też z pośrednictwem kredytowym.

Moje doświadczenie zarówno w księgowości jak i w Funduszach Europejskich pokazało, że jeśli mamy specjalistę tylko od jednej rzeczy, to ona nie patrzy kompleksowo na całą firmę i ustawia całość pod siebie. Według mnie nie powinno się tak robić. Bo jeśli jesteśmy specjalistą podatkowym, który nie uwzględni tego, że w przyszłości klient chce się starać o kredyt, to możemy mu zrobić wielką krzywdę. Ograniczymy jego zyski, ale sprawimy że w przyszłości nie będzie mógł się starać o kredyt, bo większość banków ocenia naszą sytuacje jako przedsiębiorcy na podstawie naszych zysków. W naszej firmie staramy się to wszystko łączyć.

Dla osób fizycznych z kolei mamy zarówno kredyty, które pomagają spełniać marzenia np. o własnym domu, ale również te gotówkowe, na przykład. na samochód. Również w ofercie mamy kredyty, które pomagają w ciężkich przypadkach np. wyjścia z długów, kiedy człowiek już się zapętli w zadłużenia i nie bardzo wie co robić dalej.

Często masz takich klientów? Którzy popadli w długi i nie wiedzą, co robić dalej?

Niestety, zauważamy, że jest ich coraz więcej. Są to trudne sytuacje. Niekiedy wynikają z niezrozumienia. Dużo osób myśli – „Jestem w bazach – nie dostanę kredytu” Ja pytam – „Okej w jakich bazach?”. Okazuje się, że ktoś jest np. w KRD, bo nie zapłacił jakiegoś starego mandatu czy rachunków. I faktycznie, on nie dostanie kredytu dopóki będzie w tej bazie. Ta baza akurat jest zero-jedynkowa: albo w niej jesteś albo nie. Ale nie przechowuje historii kredytowej, a klienci o tym nie wiedzą. Wystarczy poinformować klienta o takiej sytuacji i podpowiedzieć mu jakie procesy teraz muszą nastąpić, żeby usunąć wpisy w bazie i wtedy można mu najzwyczajniej w świecie pomóc.

Dlaczego, według Ciebie, ludzie zaciągają kredyty, których nie mogą spłacić?

Myślę, że to jest związane z rozwojem naszego kraju, ale i z parciem na konsumpcjonizm. Instagram, facebook- my się nie chwalimy złymi rzeczami. My się chwalimy, że mamy ładne zdjęcie w ładnym makijażu, że kupiliśmy sobie coś nowego, pijemy kawę na mieście i to nie takie zwykłe espresso, tylko to jest jednak latte – najlepiej z jakimś pączkiem i watą cukrową, bo wtedy to fajnie wygląda. Oczywiście to wszystko kosztuje. To wszystko jest pierwszym filarem zaciągania pożyczek.

Drugim filarem jest to, że jeszcze parę lat temu bardzo łatwo można było dostać kredyt. Wystarczyło mieć dochody na koncie, nawet za bardzo nie musieliśmy mieć tych dochodów legalnych – liczyło się, że wpływają. Banki wtedy bez problemu dawały nam taką opcję jak np. limit w rachunku czy karta kredytowa. I nie jest problemem wyrobić np. kartę kredytową, jeśli jej limit jest do wysokości naszego wynagrodzenia. Załóżmy, że zarabiamy 2000 zł co umówmy się nie jest kwotą pozwalającą na łatwe życie. Przykładowo ten dodatkowy 1000 zł na karcie kredytowej jest czasem zbawieniem i jeśli się potrafi z tego korzystać – jest całkowicie bez kosztowy. Jeśli korzystamy efektywnie z tej karty kredytowej, to bank po 2-3 miesiącach do nas dzwoni z pytaniem, czy nie chcielibyśmy skorzystać z większego limitu, bo widzi, że jesteśmy aktywnym klientem.

Co się wtedy dzieje? 10 lat temu zarabiałam 1200 zł miesięcznie. Miałam też kartę kredytową z limitem w wysokości 1000 zł i bank zadzwonił do mnie z pytaniem czy nie chciałabym zwiększyć limitu. Moim zaskoczeniem było to, że limit, który mi proponowano wynosił 10.000 zł. Oczywiście nie zgodziłam się, bo miałam świadomość tego, jak to działa. Natomiast jest spora rzesza osób, które jej nie posiada. Edukacja finansowa leży w naszym kraju.

Jako nauczyciel akademicki, ucząc finansów, spotykałam się na co dzień z brakiem podstawowej informacji o tym, jak działają produkty bankowe i jak z nich umiejętnie korzystać.

 

Skąd ten brak wiedzy? Czy to tylko problem edukacji?

Nie chciałabym snuć jakiś teorii spiskowych typu „głupim społeczeństwem się łatwiej zarządza”. Ale niestety trochę to tak wygląda. Trzy lata na uczelni pokazało mi, że edukacja finansowa w liceum to mrzonka. Z całym szacunkiem do moich studentów, których uwielbiam a pracę z nimi naprawdę sobie ceniłam – ich wiedza była znikoma a oni sami też dostrzegali te braki. Gdy studenci przychodzili do mnie po zajęciach, po pół roku, semestrze i mówili „Pani Karolino, dziękuję że wyjaśniła nam Pani tę kwestię z wynagrodzeniem netto a brutto. Dzięki temu jak poszłam do pracodawcy rozmawiać o podwyżce rozumiałam co on do mnie mówi”

Myślę, że przyczyną takich sytuacji jest brak edukacji. Bo to nie jest kwestia tego, że Ci ludzie nie chcą się uczyć –chcieliby, tylko że trochę marnują czas na media społecznościowe, słuchając i oglądając nieodpowiednie rzeczy. Fajne jest to, że jest coraz więcej youtuberów, którzy mówią całkiem do rzeczy, a nie są tylko zjadaczami czasu.

 

A jak to wygląda w Twoim centrum? Częściej przychodzą przedsiębiorcy, czy bardziej osoby fizyczne?

Jeśli chodzi o udział klientów, to powiedziałabym – raczej pół na pół. Mamy specjalistów zarówno od osób fizycznych jak i tych skierowanych do przedsiębiorców. Ostatnio na spotkaniu firmowym klient był na tyle zadowolony ze sposobu wytłumaczenia sytuacji, że zapytał o kredyt hipoteczny dla siebie. Prowadząc firmę też jesteśmy osobami fizycznymi, więc takie rozdzielanie mija się z celem.

Z jakimi sprawami najczęściej przychodzą klienci?

Kredyty na inwestycje. Mamy kilku klientów, którzy faktycznie są osobami, które zajmują się kupowaniem mieszkań na wynajem czy też na sprzedaż i zaciągają kredyty właśnie w tym celu. Wtedy trzeba to robić dosyć umiejętnie, bo nie każdy bank akceptuje kolejne kredyty, czy hipoteki na naszym koncie, szczególnie jeśli nie jesteśmy osobą zamężną czy żonatą. Niemniej, faktycznie ludzie mają coraz większą świadomość potrzeby inwestowania w dochód, który będzie niezależny od Państwa.

W takim razie co się bardziej opłaca mieszkanie na sprzedaż, czy może na wynajem?

To zależy od tego, jakie mamy własne uwarunkowania. Ja osobiście wolałabym inwestować w mieszkania na wynajem bo to mi lepiej wychodzi. W głównej mierze dużo zależy od inwestora. Bo jeśli ktoś ma fach w ręku, potrafi wyremontować mieszkanie tak, żeby lśniło i było dobrze przygotowane do sprzedaży to może nie ma sensu go wynajmować. Najem to inwestycja o dłuższym czasie zwrotu i bardziej ryzykowna, szczególnie w przypadku wzrostu stóp procentowych. Z kolei na sprzedaż mieszkania też trzeba chwilę poczekać, jeśli chcemy na tym faktycznie zarobić.

Jakie są inne trendy, możliwości inwestowania? W co warto jeszcze zainwestować, żeby ten zysk jednak był?

Przykro mi to mówić, bo fundusze inwestycyjne też mamy w ofercie, ale warto jednak zainwestować w siebie.

Czyli wiedza?

Zdecydowanie wiedza i dążenie do tego, żeby znaleźć swoją drogę na robienie tego co się lubi, na nie zmuszanie się do pracy. Większość wiedzy jest w dzisiejszych czasach za darmo, wystarczy jej poszukać, żeby nie przepłacać. Owszem, czasem warto zapłacić za wiedzę czy szkolenie, ale zanim to zrobimy warto się trzy razy zastanowić i popytać, czy faktycznie warto. Zdarzyła mi się jedna osoba, która chciała zdobyć pieniądze na dokształcanie.

Zawsze każdemu kto pyta mnie o to w co warto inwestować to przede wszystkim… Może inaczej – jestem pracownikiem centrum kredytowego, ale nie pracuje dla pieniędzy. Pracuję dla chwil, kiedy wiem, że spełniam ludzkie marzenia. I tak jak 7 lat temu usłyszałam Jacka Walkiewicza, który miał na mnie ogromny wpływ i usłyszałam wtedy, że marzenia się spełnia i że tylko głupiec się nie boi. Jeżeli pokonamy siebie to nikt nie jest w stanie nam stanąć na drodze. Ja nie przestałam się bać. Boję się nadal, ale robię swoje. To jest generalna różnica między mną teraz – a mną kiedyś. Dlatego jeśli myślimy o inwestycjach, warto zacząć od siebie.

 

Obracając się kiedyś w środowisku studenckim i nie tylko wiem, że młodzi ludzie mają naprawdę świetne pomysły na biznes czy start-up. Niestety większość z nich rezygnuje zanim spróbuje. Jak myślisz dlaczego?

Przyczyną tego jest przekroczenie strefy komfortu, co jest niezwykle ważne. Około 7 lat temu ja byłam w idealnej strefie komfortu – miałam męża, byłam świeżo upieczoną mamą, miałam również pracę, do której mogłam wrócić po urlopie macierzyńskim i wszystko było niby idealnie. Szczerze mówiąc – nie czułam się w tej sytuacji dobrze. Czułam się niespełniona, czułam że coś jest nie tak. Wymyśliłam swoją drogę na siebie i ją zrealizowałam. Dzisiaj jestem tu, gdzie jestem i jestem usatysfakcjonowana.

Cieszę się, że mogę pomagać innym. Ostatnio przyszła do mnie klientka, której marzeniem było mieszkanie, wyprowadzenie się od rodziców. To nie była łatwa sytuacja, było sporo ograniczeń. Klika dni temu zaprowadziłam ją razem z mężem do banku na podpisanie umowy kredytowej na jej wymarzone mieszkanie. Po tej umowie kredytowej, jak tylko wyszliśmy z banku powiedziała: „Pani Karolino, dziękuję” po czym mnie przytuliła. Było to dla mnie niesamowite uczucie. Wzruszyłam się. Dzięki takim chwilom czuję, że ta praca ma sens.

Czy podczas swojej drogi zawodowej miałaś chwilę zwątpienia, zawahania?

Jestem kobietą – kryzysy i depresja to moje drugie imię. Co trzy miesiące waham się, żeby nie powiedzieć co miesiąc (śmiech). Ale kontynuuje swoją pracę. Owszem, wielokrotnie bywało ciężko. Były trudne decyzje, tak jak przed każdym z nas. Dzisiaj mam kilku studentów, którzy zostali moimi pracownikami – im też jest ciężko, bo oni zaczynają w tej branży i nie wiedzą jak pozyskać klientów. Często mówią, że się do tego nie nadają.

Wtedy mówię: „Ja Ci nie powiem, czy się do tego nadajesz, ale mogę Ci powiedzieć, że rób tak dalej i zobaczysz, że będą efekty”. To nie jest do końca tak, że wszystko jest z górki. My zawsze musimy na to zapracować i jeśli ktoś uważa, że jest inaczej, to się myli. Do tej pory nie spotkałam osoby, która odniosła sukces bez ciężkiej pracy.

Podsumowując naszą rozmowę czy powiedziałabyś, że faktycznie pieniądze są dla ludzi?

Jak najbardziej. Jeśli ktoś ma w życiu cel to pieniądze są rzeczą wtórną, którą zawsze się da zorganizować. Gotówkę możemy pożyczyć od rodziców, możemy pójść na ulicę roznosić ulotki, możemy zyskać jakąkolwiek pracę, możecie również przyjść do naszego biura, gdzie postaram się żeby te pieniądze się pojawiły – o ile mamy konkretny cel to pieniądze zawsze da się zorganizować bo pieniądze są dla ludzi.

Dziękuję bardzo za rozmowę!

Dzięki wielkie!