wywiad z moniką wiśniową

Nie mogłabym mieć innej pracy, bo nie jestem poważną osobą – wywiad z Moniką Wiśniową

Podczas jej ostatniego wernisażu w Zatoce Sztuki w Sopocie umówiliśmy się na wywiad. Monika, przy kawce w gdańskim Leniu, opowiedziała nam o swojej twórczości, podróżach i pracy freelancera.


Od jak dawna interesujesz się sztuką?

Od zawsze! To może brzmi banalnie, ale naprawdę tak jest. Gdy byłam dzieckiem, powtarzałam, że zostanę malarką. Jednak tak na poważnie zaczęłam o tym myśleć w gimnazjum. Miałam wtedy nauczyciela plastyki, który na lekcjach dużo mówił o historii sztuki. Zainteresował mnie architekturą gotycką i romańską. Od tamtego czasu, do dziś, najbardziej interesuje mnie sztuka średniowiecza i renesansu. Echa tych zainteresowań da się zauważyć w moich ilustracjach, lubię umieszczać odniesienia do nich. Poza tym często przerysowuję renesansowe obrazy.

Dlaczego właśnie ilustracja?

Wydaje mi się, że każda osoba, która zajmuje się sztuką w pewnym momencie dochodzi do wniosku, jaka technika okazuje się dla niej najlepsza, w czym najlepiej się czuje. Ukończyłam Liceum Plastyczne w Łomży, w którym nie mieliśmy zajęć z ilustracji. Miałam tam za to lekcje grafiki warsztatowej,  malarstwa, rysunku, rzeźby, projektowania graficznego i fotografii. Potem studiowałam intermedia na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, gdzie zajmowaliśmy się między innymi performancem, ale tam też nie było ilustracji. Jednak w międzyczasie zawsze sobie coś rysowałam w domu. W tym czasie powstały moje stworki – Pneumomania – które najpierw tworzyłam na papierze, a później już z użyciem tabletu graficznego. Miałam 17 lat, gdy ubłagałam rodziców o tablet Wacoma, za co jestem im bardzo wdzięczna. To wtedy gdy pierwszy raz skorzystałam z takiego urządzenia – jeszcze w szkole, zanim dostałam własne – zrozumiałam, że właśnie tak chcę tworzyć swoje prace.

W takim razie jak dziś tworzysz, z jakich narzędzi korzystasz?

To czym się zajmuję, to digital art, czyli tworzenie ilustracji z użyciem tabletu graficznego. Przyznaję, że jestem najlepsza w rysunku, nie tylko tym digitalowym. Nie lubię malarstwa, farby to dla mnie zło największe. Rysunek jest więc moją dziedziną, zarówno na papierze, jak i ten powstający na tablecie, a ilustracja jest tym, co po prostu uwielbiam!

Co inspiruje cię w dziełach innych, jaką sztukę cenisz?

Przede wszystkim cenię polskich ilustratorów, polskich plakacistów. Lubię taką ilustrację, jaką tworzy Magdalena Pankiewicz, czy Olga Osadzińska. Te artystki bardzo mnie inspirują, moje rysunki to głównie portrety, a one również takie ilustracje tworzą. Interesuje mnie to, co sama chciałabym robić. Oczywiście nie chodzi o to, żeby je naśladować, ale czerpać z ich twórczości. Uważam, że obie są świetne. Poza tym, w pracach innych inspirujące jest przedstawienie samo w sobie. Większość dzieł, na które zwracam uwagę to też digital art, ale wielu polskich ilustratorów tworzy niesamowite prace przy użyciu tradycyjnych technik i to również jest bardzo ciekawe.

Dużo podróżujesz, także w celach artystycznych. Co dają takie wyjazdy?

Nie wiem, czy dużo, ale ja muszę jeździć w różne miejsca. Czuję taką wewnętrzną potrzebę. Już gdy byłam nastolatką, dużo podróżowałam, wtedy pociągami po Polsce i bardzo to lubiłam. Teraz mogę pozwolić sobie na więcej, podróżuję po całym świecie, nie tylko Europie. Wszystkie te wyjazdy są bardzo inspirujące. Po każdym, nawet najmniejszym wypadzie, wracam z głową pełną pomysłów. Zazwyczaj podróżuję sama i wtedy właśnie mam dużo czasu na myślenie, a gdy znajduję się w otoczeniu innej kultury, to ten proces jest głębszy. Chłonę to jak gąbka. Zazwyczaj wybieram miejsca, w których mogę zobaczyc coś związanego z moją pasją, czyli sztuką, dlatego chętnie zwiedzam np. największe na świecie muzea. Prowadzę swoją listę podróżniczych celów i brakuje mi już tylko kilku takich wizyt, żeby ją zamknąć. Oczywiście znajdują się też na niej dzieła sztuki. Podróże w ogóle, same w sobie dają wiele, nie pomagają tylko w mojej pracy. Myślę, że każdy z nas powinien jak najwięcej podróżować, bo to naprawdę poszerza horyzonty.

wiśniowa z psem
Monika Wiśniowa ze swoim pupilem – Kluską

Czy jest jakaś podróż, która szczególnie utkwiła ci w pamięci?

Przede wszystkim Azja stała się takim miejscem, które jeszcze bardziej otworzyło mnie na inne kultury. Wcześniej podróżowałam tylko po Europie, bo to wydawało się osiągalne bardziej niż inne miejsca na świecie. Moim marzeniem nadal jest wyjazd do Meksyku, ale boję się jechać tam sama. Wracając do Azji – poleciałam tam na zaproszenie kuratorów wystawy w Doliu, w Hrabstwie Yunlin na Tajwanie. Wystawiłam tam jedną pracę i byłam jedną z 45 artystów – jak się okazało jedyną Europejką. Zawsze chciałam pojechać do Azji, ale to zawsze było odległym marzeniem. Jednak, gdy wreszcie się spełniło i się tam znalazłam, to oszalałam na punkcie tej części świata. Teraz mam kupione bilety na kolejne wyjazdy w przyszłym roku, wybieram się do Japonii, Singapuru, Malezji, i znowu na Tajwan, gdzie ponownie będę miała wystawę. Azja dała mi też więcej pewności siebie w mojej twórczości – zanim tam pojechałam, nie wierzyłam, że moje prace mogą mieć wartość. Wtedy jeszcze pracowałam na etacie, ale właśnie tam zrozumiałam, że mogę żyć z pasji na własne konto. Pomyślałam: “Skoro miałam wystawę w Azji, to chyba jestem dobra!”

Dlaczego podróżujesz sama?

Pierwszy raz sama pojechałam do Barcelony. Zawsze chciałam ją zobaczyć ze względu na Gaudiego. Gdy zdawałam licealny egzamin dyplomowy z historii sztuki, dostałam pytanie o tego artystę. Nie mogłam trafić lepiej, bo to chyba najłatwiejsze pytanie jakie może paść na dyplomie z historii sztuki. Zdałam na świetną ocenę i wtedy obiecałam sobie, że pojadę kiedyś do Barcelony i zobaczę dzieła Gaudiego na własne oczy. Szukałam wtedy wśród znajomych chętnych na taką podróż, ale to były czasy studenckie i wiadomo jak to jest, gdy jest się studentem – chęci może i są, ale z pieniędzmi gorzej. Ostatecznie nie znalazł się nikt, kto miałby czas i środki, więc kupiłam wreszcie bilet i pojechałam sama. Od tamtej pory preferuję wyjazdy solo, bo zrozumiałam, jak dużo swobody one dają. Sama wybieram, co chcę zwiedzać i mogę utrzymać własne tempo. Mogę też pracować bez wyrzutów sumienia, że to w jakiś sposób może komuś przeszkadzać. Przyznaję również, że jestem dość leniwym podróżnikiem, a nie wszystkim pasuje takie podejście.

Dlaczego zostałaś freelancerką?

Na dzień dzisiejszy nie chciałabym pracować pod szyldem innej firmy, bo chcę tworzyć swoją markę. Na początku o tym myślałam, chciałam wysłać swoje portfolio w kilka miejsc, myślałam też o współpracy z pewną marką odzieżową. Jednak w takim wypadku musiałabym tworzyć projekty, a potem oddawać prawa autorskie do nich i dostawać tylko określoną pensję miesięczną. Tymczasem mogę pracować sama, podpisywać swoje prace własnym nazwiskiem, a przy dobrym marketingu sprzedawać je za dobre pieniądze. Poza tym firmy często narzucają koncepcję prac, a pracując na własną rękę mam pełną swobodę działania. Dzięki temu mogę zachować własny styl, a mój klient jest świadomy, że nawet realizując jego zlecenie, zrobię to po swojemu, bo zna moje prace i skoro do mnie trafił, to takie mu się podobają. Tutaj wyprzedzę ewentualne pytanie o styl – nie wiem, czy ja już go mam, czy jeszcze nie, ale pracuję nad tym, żeby on istniał. Na pewno są jjakieś ramy, które wyznaczają mi obszar tworzenia. Oczywiście to zajęcie jest stresujące, ponieważ ilość zleceń decyduje o tym, czy będę miała wypłatę. Z drugiej strony, daje mi to duże poczucie wolności. Nie mogłabym mieć innej pracy, bo nie jestem poważną osobą.

Czy życie freelancera jest stabilne?

Jeżeli pracuje się z głową, to tak, może być stabilne. Trzeba mieć poduszkę finansową, czyli zabezpieczenie na wypadek trudniejszego okresu. Nieopłacona faktura to nowa polska waluta – niestety bardzo często nie dostaję wynagrodzenia na czas. Co ciekawe, to nie są klienci prywatni, bo ci nigdy nie spóźniają się z przelewem! Bardzo ważna jest umiejętność dobrego gospodarowania pieniędzmi i tworzenia sobie zapasu, planu B. Dodam też, że w pracy freelancera bardzo ważne jest wygenerowanie dochodu pasywnego, czyli takiego, na który nie trzeba pracować na bieżąco. Jeśli ma się to wszystko na uwadze, to można wieść stabilne życie.

Czyli w przypadku dochodu pasywnego można powiedzieć, że marka pracuje na ciebie?

Tak. Graficy i ilustratorzy mają bardzo ułatwione zadanie, bo mogą stworzyć jakąś bazę swoich projektów, które potem mogą być umieszczone w internecie do kupienia jako produkt cyfrowy. Ja też pracuję teraz nad stworzeniem takiej bazy. Dzięki temu nawet nie trzeba iść na pocztę, żeby taki projekt wysłać. Wielu freelancerów decyduje się na e-booki, czy inne tego typu rozwiązania. Niestety, nie można założyć, że zlecenia zawsze będą i liczyć na dochód tylko z nich. Zbliża się grudzień, zaczyna się okres świąteczny, więc mam mnóstwo zleceń, ale potem może być dużo trudniej, dlatego muszę być na to przygotowana.

Co trzeba wiedzieć, zanim przejdzie się na freelance, na co zwracać uwagę?

Trzeba wiedzieć, że jeśli zostaniesz freelancerem to trzeba być wszystkim – szefową, sekretarką, marketingowcem, artystą, księgową…, nie, księgową już może nie, bo to może za nas zrobić ktoś inny. Trzeba wiedzieć, czy jesteśmy w stanie dać sobie z tym radę, czy damy radę z utrzymaniem właściwego tempa, rygoru, tego “bacika” nad sobą. Trzeba też wiedzieć, że w Polsce płaci się dosyć wysokie podatki i że nie da się tak pracować bez zakładania działalności gospodarczej. Kwota wolna od podatku (w tej chwili 1100 zł) jest zbyt niska, żeby się utrzymać, więc trzeba mieć firmę. Trzeba być przygotowanym, że zleceniodawcy nie zawsze płacą na czas. Poza tym, niektórzy klienci też się wycofują, można ich stracić z dnia na dzień i to bez większego powodu. Ważne są też umiejętności marketingowe – trzeba umieć sprzedać siebie, swoją markę. Naczelną zasadą jest jednak pewność siebie. Nie wiem, skąd ją mam, bo zawsze uważałam siebie za osobę nieśmiałą, jeśli chodziło o moją twórczość. musiało upłynąć trochę czasu, zanim uwierzyłam w siebie. Freelancer musi wiedzieć, czego chce.

Jakie zlecenia są szczególnie ciekawe?

Takie, w których mogę zrobić coś innego, niż portret! Czyli wtedy, gdy mogę spróbować czegoś nowego – bardzo lubię wyzwania, bo wtedy się uczę i się nie nudzę. Oczywiście lubię portrety, bo rysując je czuję się swobodnie, ale gdy klient daje mi wolną rękę i mówi: “Zrób coś innego, w swoim stylu, ale innego”, to jestem naprawdę szczęśliwa. Wtedy, po pierwsze, moje portfolio staje się bardziej rozbudowane, ja ciekawiej spędzam ten czas, a praca nie jest nużąca.

Czy jesteś dobrą szefową dla samej siebie?

Moi znajomi pewnie powiedzieliby, że złą! Bo kiedy próbują wyciągnąć mnie na wino, ja mówię: “nie, bo mam pracę”. to sytuacja z życia wzięta,sprzed kilku dni, pozdrawiam cię, Krzysiek!

Czy przyszłość freelancera jest przewidywalna?

Nie jest! W pracy freelancera może wydarzyć się wszystko. Dziś prowadzę swoją firmę, ale nie wiem, czy nadal będzie dobrze prosperować i czy za dwa lata, pół roku, czy miesiąc nie wrócę na etat. Nigdy nie mówię, że całe życie będę freelancerką, bo nie wiem, co mnie czeka.

W związku z tym, czego ci życzyć?

Dużo zleceń! Chciałabym, też żeby rozwinął się mój sklep, ale przede wszystkim – dużo zleceń.

Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję również!

O działalności Moniki Wiśniowej przeczytacie więcej na stronie www.moillu.com oraz na profilach Moillu w mediach społecznościowych.