Odkurzacz, kosiarka czy ryk silnika – o tym, jak medytować bez wysiłku

Porzućcie płyty DVD z nagraniami wątpliwych guru po kursie on-line! Nadchodzi nowa metoda na osiągnięcie sukcesu. Oto medytacja dla zapracowanych wymówkowiczów i leniwców hobbystycznych. Podpowiem wam dziś, jak medytować.

Czym właściwie jest medytacja? Zapewne nie raz słyszeliście filmowe mantry i te wszystkie omy, które z oporem – przynajmniej tym fizycznym niewiele mają wspólnego. Choć tak naprawdę, wyczuwalna jest tu walka, ale z samym sobą, w środku. Medytacja to nic innego jak odmóżdżenie się na chwilę. Wielu z nas praktykuje ją w niezdrowej formie – przed TV czy komputerem. Seriale telewizyjne pozbawione głębszej fabuły, czy gry platformowe to idealny tego przykład, bo wykonujemy to, co do medytacji jest niezbędne.

 

Zamknij się na przyszłość i zapomnij o przeszłości

Brzmi jak mądrości z internetu, ale to jest podstawa. Cały dzień biegamy myśląc o tym, że wczoraj zdenerwował nas szef, a pojutrze jest ważne spotkanie, a jeszcze dziś musimy zrobić zakupy, bo trzeba przygotować się na tą imprezę w weekend bo…

No właśnie. Te myśli tworzą z początku niewinny zlepek słów, zdanie wielokrotnie złożone, którego nie powstydziłby się żaden wybitny, debiutujący pisarz. I tak rosną, pozostawione same sobie, w niekończący się łańcuszek zmartwień.

Wdech. Wydech. Nie ma po co się dołować. Jeśli są sprawy z przeszłości, które wciąż nas bolą – należy rozstrzygnąć je zanim zaczną ropieć. Jeśli są to jednak kwestie typu “widziano mnie publicznie słuchającego disco-polo” trzeba dać sobie 5 sekund – na rozpatrywanie tej żenady i odczuwanie tamtych emocji.

 

5… Ona tańczy dla mnie.

4… O kurwa, widzieli mnie.

3… Już nigdy nie pokażę się publicznie.

2… W sumie byli pijani.

1… Nie mam z nimi kontaktu od czterech lat.

0… Wyjebane.

 

Nie trzeba być guru, aby poznać tajniki medytacji

I nie jest to powiązane z religią. A przynajmniej w naszym przypadku nie musi być. Przecież wyciszyć się może każdy, niekoniecznie w świątyni – jakiegokolwiek wyznania byśmy nie byli. Bo medytacja istnieje w każdej religii. To, jak to wygląda w waszej – pozostawiam do rozstrzygnięcia we własnym zakresie.

Nie dajmy więc się nabrać – medytacja nie jest czymś, czego opanowanie zajmie lata, a potem nagle otrzymamy jakąś supermoc. Robimy to dla siebie. Wystarczy apka lub zegarek. Ulubiona piosenka (Megadeth średnio tu się sprawdza). Miejmy świadomość czasu – nic innego nas nie obchodzi.

 

Dlatego nie ma tu wymówek – medytujmy!

Wystarczy kilka minut dziennie poświęcić na medytację, by zauważyć różnicę. Nie będę wam ściemniał – żadnych supermocy tu nie ma. Ani zaskakujących efektów w stylu lekarstwa na ciężką chorobę. Ale na bezsenność czy podniesiony poziom stresu już tak. Dlatego warto spróbować.

Wspomniałem o telewizji. A gdyby tak spróbować inaczej? Rozejrzyjcie się. Czy są do wykonania jakieś domowe obowiązki? Może pora zabrać się za tę stertę naczyń? No dalej. Dziś medytujemy z gąbką w łapie. Może pora skosić trawnik? Jednostajnie mruczący silnik kosiarki będzie jak mantra.

Wystarczy poświęcić temu kilka minut. Porzućcie ciąg przyczynowo-skutkowy codziennego narzekania. Skupcie się na tym, co jest do zrobienia. Zakupy poczekają. Komputer też. To zaledwie pięć minut.

 

Po jakim czasie zobaczycie efekty?

Nie powiem kiedy, ale zdradzę co – na pewno poprawi się wasza koncentracja i czas reakcji. Okaże się, że lepiej radzicie sobie w grach zręcznościowych i platformowych, szybciej odpowiadacie na zadane pytania czy znajdujecie rozwiązania, które zawsze były na wyciągnięcie ręki, a jednak ciężko było do nich dotrzeć.

Pamiętajcie – to nie magiczny płyn na odchudzanie, cellulit, kaszel suchy i mokry, zapchane rury i skrzypiące drzwi w jednym. Potrzeba czasu. Szczególnie, że pracujecie zaledwie pięć minut dziennie. Czy to jest wiele? W perspektywie całego roku – pewnie tak. Ale interesuje nas dzisiaj. To zaledwie chwila w ciągu cały dwudziestu czterech godzin, więc do dzieła.