czytanie bostońskie

Polskie dzieci czytają po bostońsku – jak to działa?

Literatura to pożywka dla mózgu – pomaga rozwijać wyobraźnię i słownictwo, tak ważne w świecie, gdzie podstawą jest informacja i społeczne interakcje. Jak przekonać do niej dzieci? Pomoże w tym czytanie bostońskie.

Czytać, czytać i jeszcze raz czytać… Dlaczego to takie ważne dla naszego rozwoju?

Mówi się, że w większości książki są niechętnie czytane przez dzieci. Dlaczego tak się dzieje? Czasami nie potrafimy podejść do problemu kreatywnie, ba – czasem my nie dajemy dobrych wzorców i sami mało czytamy. W końcu mówi się, że “jakie matki, takie dziatki”. Dlatego bądźmy świadomi tego, że dziecko wynosi pewne wzorce z domu.

Czytanie jest niezwykle przyjemne. Wiemy już, że jest kluczowe dla naszego rozwoju – ułatwia komunikację, poszerza zasób słownictwa, wyobraźnię, a ponadto zdobywamy nową wiedzę.

 

Czytanie bostońskie – co to w ogóle jest?

Tą niecodzienną metodę wprowadzono na początku lat 90-tych w USA a dokładniej w Bostonie. Jeden z dyrektorów szkół, zmartwiony niskimi wynikami na testach końcowych, wprowadził dość niecodzienne zarządzenie – zarówno dzieci, jak i nauczyciele będą obowiązkowo czytać 20 minut dziennie wybraną przez siebie książkę. Oczywiście, jak się domyślacie, początki nie były łatwe. Większość dzieci i młodzieży szła na skróty wybierając łatwiejszą literaturę. Wielokrotna modyfikacja planu, m.in poprzez edukację czytelniczą wśród rodziców, zabieranie grup m.in do bibliotek, czy też obowiązkowe czytanie przez rodziców w domu spowodowały, że po 10 latach, ten wyjątkowy eksperyment przyniósł zamierzone efekty. Szkoła miała najlepsze wyniki w Bostonie, a co za tym idzie – zyskała prestiż i uznanie. Wraz z informacją o jej sukcesie, kolejne szkoły podejmowały się tego wyzwania.

czytanie bostońskie

Metoda bostońska, czyli jak to działa w praktyce?

Zasady są banalnie proste: dzieci czytają to, co same wybiorą – gazetę, komiks, czy książki, własne lub ze szkolnej biblioteki. Nikt nie powiedział, że muszą to być lektury – w końcu one kojarzą się z dodatkowym obowiązkiem.

Ważne, aby tę czynność wykonywać przez 20 minut dziennie, w dwóch równych blokach czasowych – rano nauczyciel czyta dzieciom, a po południu – uczniowie czytają samodzielnie. Ważne, żeby nie wprowadzać dodatkowej presji w postaci zaliczeń – czytanie bostońskie nie podlega ocenie. Chodzi o wyrobienie nawyku czytania dla samej przyjemności. Kiedy sprawdzałem strony internetowe polskich szkół w większych miastach, okazało się, że coraz więcej z nich wprowadza do swoich programów bostońską metodę czytania. Nie z obowiązku, a z własnej inicjatywy.

 

Małymi krokami, do wielkich sukcesów

Uważam, że im częściej będziemy wpajać dobre nawyki, tym szybciej osiągniemy zamierzony rezultat. Dlatego warto wprowadzić również ten sposób czytania w domu. W końcu 20 minut poświęcone na książkę, to niewiele – wprawny czytelnik zdąży pochłonąć kilkanaście stron ulubionej lektury. Będzie to czasu poświęcony na rozwój naszego dziecka, wspólnych zainteresowań, a co za tym idzie – tematów do rozmów. Pomiędzy rodzicem a dzieckiem nie ma nic istotniejszego niż sprawna komunikacja, a spędzony wspólnie czas tylko ją wzmocni.

 

Wniosek? Czytajmy więc i róbmy to wspólnie! Doceniajmy książki i dajmy dzieciom szansę na rozwój własnych umiejętności oraz kreatywności.